Jak przetrwać 2 godzinną podróż samolotem? Napisać trzecią część bloga.

Na początek muszę szczerze przyznać, że marna ze mnie blogerka. A już na pewno mało konsekwentna. Można zrzucić to na brak czasu, nadmiar pracy, podwójne treningi i tak dalej. Można też pomyśleć, że to lenistwo albo co gorsza: strach. Zdecydowanie łatwiej jest pokazać kawałek nogi, niż kawałek duszy. Po 7 miesiącach wracam. Czas na literkę C. A co mi tam - jak szaleć to szaleć!

Litera C jak rok 2017.

Krok w tył. Dwa kroki do przodu.

Styczeń - Luty rok 2017 

W Nowy Rok wbiegam na zdrowych nogach i ze zdrową radością życia. Głodna nowych wyzwań i progresu decyduję się znaleźć trenera. Takiego na miejscu, który zobaczy, oceni, doda motywacji i pokrzyczy, gdy trzeba. Ha! Pierwszy e-mail i... mamy to! Grzegorz przychodzi do mnie prosto z Igrzysk Olimpijskich. Swym donośnym głosem budzi respekt i postrach. Wierzy we mnie i wprowadza moje treningi na zupełnie inny level. Od teraz liczy się serce. Trenujemy w oparciu o mój puls. 

Pierwsze koty za płoty. Startuję w Biegu Wielkich serc - wygrywam! Startuję w Biegu Walentynkowym - zdobywam srebro. Bieg Wilczym tropem? Znów pnę się na najwyższe miejsce na podium. Powoli zaczynam wierzyć, że zapamiętają moje nazwisko. Naiwnie. 

Marzec Rok 2017

Mam cel: Maniacka Dziesiątka. Mówią, że rekordowa. Po cichu liczę, że i dla mnie. Trenuję, ile pary w kopytkach. Czasem coś ukłuje. Czasem coś zaboli. Nie ma miękkiej gry. W środę 1,5 tygodnia przed startem robię 200-tki w rewelacyjnych jak na mnie czasach. Zegarek pokazuje 36 sekund. W czwartek 10 x 1 km po 3:50 każdy. Od pierwszego powtórzenia czuję dyskomfort w pachwinie. Tak, tej samej co rok wcześniej. Na piątym powtórzeniu ból narasta. Czy odpuszczam? Ależ skąd, trening rzecz święta! Dziesiąte powtórzenie - 3:48. Robota wykonana. Z tego można już łamać 38 minut. Schłodzenie odpuszczam i ostatkiem sił czołgam się na pociąg do domu. Wygodnie siadam i tak mija godzina. Godzina niepewności. Czuję ból, ale nie chcę sprawdzać, co on oznacza. Następna stacja: Bochnia. W oczach pojawiają się łzy… noga odmawia posłuszeństwa.

Weekend mija w grobowej atmosferze. Gazela niebiegająca = Gazela zła. Jestem zrezygnowana. Dzwonię do nowego trenera i wspólnie odraczamy termin życiówki na kwiecień. No, przecież sezon dopiero się zaczął. W bezradności i beznadziei mija kolejny tydzień. Nauczona doświadczeniem nie roluję bolącego miejsca, nie skaczę jak głupia, by sprawdzić czy nadal boli i nie biegam na siłę. W zamian za to zajeżdżam się tradycyjnie na siłowni, wyklinam świat w niebogłosy i pocieszam dużą dawką masła orzechowego. 

Kwiecień Rok 2017 

Mijają kolejne tygodnie. Kolejny start zbliża się wielkimi krokami. Kolejni fizjoterapeuci rozkładają ręce… 

Wykluczyliśmy już raka, problemy z tarczycą, osteoporozę i zespół policystycznych jajników. Prima Aprilis? Nic bardziej mylnego! Nadchodzi czas spotkania z ukochaną rodziną ASICS FrontRunner Poland. Wyciągam z szafki nieco zakurzony uśmiech, prasuję odświętny dresik i wyruszam na podbój stolicy. Co prawda noga nie pozwala dotrzymać im kroku, ale pozytywna energia, która bije od tych ludzi - moich ludzi! - sprawia, że jak głupia cieszę się z każdego pokonanego przez nich kilometra. Podczas spotkania ma miejsce sytuacja wyjątkowa. Podsumowanie ubiegłego roku wraz z cennymi nagrodami. „OJCIEC” Tomasz niczym w Lotto losuje z wielkiego kartonu nagrody - słynne daszki. Czarny daszek za najlepsze zdjęcie roku. Czarny daszek za najlepsze osiągnięcia sportowe. Czarny daszek za najbardziej inspirującą historię. W swoich rękach dzierży ostatni daszek - tym razem w kolorze papieskiej bieli. Jest to nagroda dla FrontRunnera roku. W sali panuje niezręczna cisza. Maszyna kumulacji jest pusta, następuje zwolnienie blokady. Nagle słyszę: GAZELA. Ale że jak? Że ja?! Zaskoczona podnoszę się z krzesła i kulejąc przesuwam w kierunku „podium”. WOW! Wśród tylu cudownych ludzi to ogromny zaszczyt. Czy może być lepiej? Okazuje się, że może. Szczena opada mi na samą podłogę, gdy okazuje się, że biały daszek jest jedynie wisienką na torcie. Główną nagrodą jest TOKIO MARATON 2018.

[Minuta ciszy, Łzy, Szok]

Po raz kolejny dostaję od losu niesamowitą szansę. Nie zasługuję na to...Ze spotkania wracam w niedzielę z samego rana. I chociaż spacer sprawia ból, ja latam 15 cm ponad chodnikami.

Maj 2017 

Do Tokio pozostało 9 miesięcy.W tym czasie można spokojnie urodzić dziecko, nauczyć się biegle obcego języka i przebiec mniej więcej 4500 kilometrów. 9 miesięcy to też dobry czas, by wyleczyć ból nogi i przygotować do maratonu. 

Nareszcie! Udaje mi się się dostać na rezonans. W ciągu tygodnia dostaję wyniki. Diagnoza? Złamanie zmęczeniowe kości szyjki udowej. Potocznie nazywane też ostatnim złamaniem. Znajomy fizjoterapeuta kwalifikuje mnie do ciekawych przypadków i opowiada o mnie studentom. Przecież to niemożliwe. Normalni ludzie w tych miejscach SAMI się nie łamią. Od zawsze wiedziałam, że jestem „wyjątkowa”. ;) Recepta? 3 tygodnie bez biegania. KOLEJNE 3 tygodnie bez powietrza. Zapłakana sięgam po papierosa, ale moje płuca zdecydowanie nie tolerują go tak jak kiedyś. Obiecuję mamie, trenerowi i sobie, że będę cierpliwa. Jestem, a przynajmniej się staram.

Po wydaniu wszystkich oszczędności ze stypendium na lekarzy, postanawiam wziąć się do pracy. Rozpoczynam swą zawrotną karierę w Runspiration. W międzyczasie mam na głowie obronę pracy magisterskiej, pomoc trzem dziewczynom w planach treningowych i codzienne treningi na siłowni. Regeneracja trwa w najlepsze…

Czerwiec 2017 

Po czterech miesiącach nareszcie MAMY TO! Stawiam swe pierwsze biegowe kroki. Przypominają one bardziej ruchy żółwia niż galop gazeli, ale jestem najszczęśliwszą osobą na świecie. Chcę krzyczeć, chcę śpiewać, chcę BIEGAĆ! Mimo stresów i braku czasu, buzia nie przestaje mi się uśmiechać. W pracy panuje rodzinna atmosfera, kończę studia z wyróżnieniem, znam już trzy słowa po japońsku, a na dodatek dzięki ASICS wybieram się na pierwsze międzynarodowe spotkanie FrontRunnerów. Kierunek Neuss. Trzymając Kaczmarka za rękę, zaliczam swój pierwszy lot samolotem. Na miejscu czuję się jak ryba w wodzie. Ja i 150 innych równie zakręconych biegaczy. Mimo braku alkoholu wracam pijana. Upojona szczęściem, pasją i dodatkową energią. Dodatkowo zaliczam swój pierwszy start po kontuzji. 5km całkiem bez bólu. Na dobre rzeczy warto czekać!

Lipiec 2017 

Idąc za ciosem, jeszcze bez formy, biorę udział w kolejnym biegu. Tym razem nocna dyszka w Brzesku. Wygrywam. Treningi idą całkiem przyzwoicie. Żeby nie było zbyt kolorowo, pod koniec lipca ląduję na SORze. Tak, tydzień przed Biegiem Powstania. Tak, było to okropne uczulenie. Nie, nie obyło się bez sterydów. Nie, nie zrezygnowałam z biegu. Jak można się domyślić, odcina prąd na 4 km i nie łamię 40 minut na dychę. Za to mam przy sobie najlepsze przyjaciółki - Magdzia, Wera - dziękuję! 

Sierpień - Wrzesień 2017 

 Kolejne miesiące oznaczają dla mnie kolejne starty. Na początek Bieg Majora Bacy. Team Gazeli rośnie w siłę. Mam najlepszą rodzinę na świecie. Forma? Ujdzie. 1 miejsce w powiecie. Następnie charytatywny bieg Tesco. Podbieg na Kopiec nie jest mi już straszny. Wygrywam w zacnym towarzystwie atomówek. Z trenerem obieramy ambitny cel na Tokio: łamanie 3 godzin. Zwiększa się ilość kilometrów i biegania na tętno. W moim przypadku oznacza to wolne człapanie. Mam dziwne przeczucie, że nie wszystko idzie zgodnie z planem. Zaliczam bardzo nieudany start na 10 km w Tychach. Wynik grubo ponad 41 minut. Następnie 5km w Warszawie. Jeszcze gorzej: 18:43. Tłumaczę sobie, że to nie czas na szybkie bieganie…

Październik Rok 2017 

Zapisuję się na półmaraton w Krakowie z celem połamania 1:24. Jeszcze na wiosnę zrobiłabym to bez problemu, teraz wiem, że bez walki się nie obędzie. Istna porażka. Już na 3 km czuję, że tempo jest za szybkie. Na siódmym km czuję ból nogi. Tej samej nogi. Na dziesiątym schodzę z trasy...

Mój pierwszy nieukończony bieg w życiu... Wstyd. Chcę zapaść się pod ziemię. Czy schodzę z bólu, czy może ze strachu? Nie wiem. W głowie mam jedynie Tokio.

W życiu prywatnym lekkie turbulencje. Żegnamy naszą dobrą przyjaciółkę z drużyny, Madzię.

Listopad Rok 2017 

Biegam coraz więcej i coraz wolniej. W Biegu Niepodległości pada życiówka na 10 km. Po ponad roku poprawiam się o… całą sekundę. Na zewnątrz towarzyszy mi uśmiech. W środku się gotuję. Trenuję więcej niż zwykle. Jak prawdziwy koks piję izotoniki, jem białko, a czasem nawet BCAA. Gdzie jest błąd, co robię nie tak? Może za bardzo… chcę? 

Grudzień Rok 2017 

Najlepszy prezent urodzinowy? Toruń z rodzinką ASICS FrontRunner Poland. Ten wyjazd zdecydowanie przechodzi do historii. “Dżakety” latają w powietrzu, “Gajsy” nadrabiają braki z rozciągania, a słowo “BAJKA” nabiera całkowicie innego znaczenia! Na zakończenie spotkania bierzemy udział w biegu mikołajkowym. Morale odrobinę rosną. Zajmuję drugie miejsce. Może nie wszystko stracone...

CDN.



napisane przez
portrait

Beata Popadiak

Studentka z Kraków

Wiek: K20
Klub: ASICS FrontRunner Poland
Trener: Marcin Nagórek

Moje dyscypliny
Półmaraton 10 KM Maraton

Więcej blogów