Mówię BIEGANIE, myślę: pasja, radość, endorfiny, ludzie, przygoda… To zdecydowanie coś więcej, niż tylko wysiłek fizyczny, i mozolne, jak mogłoby się wydawać, przekładanie nogi za nogą. Na początku bywało różnie, raz lepiej, raz gorzej, ale jak już miałam w nogach pewną ilość kilometrów okazało się, że przepadłam, a bieganie, stało się nieodłączną częścią mnie. Choć jakby spojrzeć wstecz... to czy kiedyś przestało nią być?

Dlaczego bieganie?

Odkąd pamiętam ruch i sport był zawsze częścią mnie. W szkole każdą przerwę spędzałam na sali gimnastycznej lub boisku, grając z siatkówkę, dwa ognie, czy wchodząc po linie. Po szkole, wpadałam do domu zostawić plecak, i już mnie nie było. Z koleżankami i kolegami potrafiliśmy do nocy skakać na skakance, grać w gumę, gonić się pomiędzy blokami czy wspinać po drzewach. Jak już byłam troszkę starsza (bo większa to ciężko powiedzieć ;)) zapisałam się do SKSu (Szkolny Klub Sportowy) do sekcji siatkówki, gdzie radziłam sobie całkiem nieźle. Pochowane w pudełku dyplomy przypominają o szkolnych sukcesach! Ahhh! Międzyczasie doszedł krótki epizod z tenisem ziemnym, gdzie zafascynowana Martiną Hingis chciałam wygrywać Wielkie Szlemy na kortach w Melbourne czy Wimbledonu! Tu, niestety, moją dobrze zapowiadającą się karierę zatrzymały kwestie finansowe… Jednak regularne i intensywne treningi zrobiły swoje, forma życia i mój własny 6-pak w wieku zaledwie 17 lat! Oh yeah! ;)

A bieganie? Zawsze po prostu było. 60m, 800m a nawet biegi przełajowe, gdzie reprezentując szkołę na dystansie 1000m i biegnąc w czołówce, po szybkiej i oczywiście kompletnie nieprzemyślanej analizie stwierdziłam, że biegnę- uwaga- ZA szybko, więc zatrzymałam się i poczekałam na koleżanki- w końcu razem fajniej- prawda?

Aktywność fizyczna zawsze była częścią każdego dnia. Nie znałam innego sposobu na spędzanie wolnego czasu. W telewizji oglądałam każde Mistrzostwa Świata i Igrzyska Olimpijskie- pamiętam jak dziś, jak z szeroko otwartymi oczami oglądałam ceremonię otwarcia w Altancie w… 1996 roku! A 4 lata później, w Sydney, byłam już zapatrzona w Gabi Szabo, która wygrała bieg na 5000m z czasem 14:40,79 ustanawiając ówczesny rekord IO, a to wszystko mierząc zaledwie 158cm! Myślałam wtedy: Ja też tak mogę!

10 lat mniej i 10kg więcej

Jednak gdy nadeszło tzw. „dorosłe życie” i studia, na sport i aktywność zaczęło brakować czasu. Coraz więcej spędzałam go nad książkami i w szpitalu na praktykach. Po obronie licencjatu rozpoczęłam pracę i studia magisterskie. Potem doszedł licencjat z chemii (która była moją niespełnioną miłością), specjalizacja z neonatologii i inżynier z ochrony środowiska… Umiejętność bilokacji opanowałam do perfekcji. Wychodziłam z domu w piątek, wracałam w poniedziałek, w międzyczasie zaliczając ćwiczenia w Katowicach, seminaria w Krakowie i jeszcze jakiś dyżur „po drodze”. Aż przyszedł taki moment, gdy ta intensywność zaczęła mi doskwierać, a właściwie to zaczęło mi brakować „czegoś innego”. Żyjąc na tak wysokiej intensywności, jakość i ilość moich posiłków była całkiem przypadkowa, a w konsekwencji (zupełnie nie przypadkowo) przybyło mi kilka kilogramów. Długo myślałam co i jak chce zmienić. Co chwilę coś odciągało moją uwagę, ale ta myśl wracała niczym bumerang. Pewnego dnia zrozumiałam, że szkoda czasu, że życie pędzi, i nie czeka na mnie, a ja, stojąc w miejscu, tak na prawdę się cofam. Wiedziałam, że nikt nie zadba o mnie tak, jak zrobie to ja sama. 8 marca 2015 roku o godzinie 10:38 założyłam adidasy, włączyłam endomondo (którego jeszcze nie umiałam za bardzo obsługiwać) i pobiegłam. 800 metrów w 7 minut i 20 sekund. Tylko tyle. I AŻ tyle. Te 800m były początkiem pięknej przygody. O czym jeszcze wtedy, spocona i sapiąca jak lokomotywa, nie miałam pojęcia.

Dlaczego biegam?

Dziś wiem, że bieganie jest częścią mnie. To nie sport. To część życia. To JA. Mimo, że o czasach uzyskiwanych przez moją idolkę z dzieciństwa nawet nie marze (zresztą wiek też już nie ten ;), to praca nad sobą i przekraczanie własnych granic jest dla mnie cudowną drogą. Po ukończeniu wszystkich kierunków studiów w ciągu 10 lat, zaczęłam jeszcze bardziej oddawać się pracy. Mimo, że bywa ciężko, a czasem nawet bardzo. Mimo, że nigdy nie wiem co na mnie czeka na oddziale, czy przez 12h będę miała czas, by np. zrobić sobie herbatę. Mimo, że zmęczenie w połączeniu ze stresem i kosmicznym poziomem adrenaliny niejednokrotnie nie pozwalają usnąć. Mimo to, ZAWSZE wracam. Gotowa. Z uśmiechem. Z nadzieją. Z siłą i wolą walki. Po 5 latach biegania i 12 latach pracy, mogę z całą pewnością powiedzieć, że to bieganie pozwala mi, mówiąc kolokwialnie, nie zwariować. Redukuje stres, pomaga uwolnić emocje, poukładać myśli, nawet gdy czasem poleją się łzy… Ale jestem wdzięczna za każdy dzień, kiedy mogę założyć buty biegowe i ruszyć przed siebie. Krok za krokiem. Kilometr za kilometrem. Ale zawsze przed siebie. Przekraczać kolejne granice. Moje granice. Cudowne jest też to, że to wszystko działa w dwie strony. Bo to w pracy uczę się konsekwencji, wytrwałości i tego, by cieszyć się z najdrobniejszych postępów. Moi Mali Wojownicy mnie tego uczą. Ja w zamian daje im siebie. Swój czas. Swoje serce. Walczę za Nich, a także o Nich, swoimi rękami.

Czy było warto?

Meeting ASICSFrontRunner- Paryż 2019

Tu odpowiedź może być tylko jedna: T A K ! Obudzona w środku nocy, zaspana, zawsze odpowiem, że było W A R T O ! Mój rozwój osobisty to bardzo ważna kwestia, ale to nie wszystko. To jakie zmiany dokonały się we mnie, w mojej głowie i sercu zawdzięczam także osobą, które poznałam właśnie dzięki bieganiu. Zapisując się na losowanie na maraton w Berlinie nawet nie przypuszczałam, że już 5 miesięcy po przekroczeniu linii mety jednego z największych i najpiękniejszych maratonów na świecie, dołączę do drużyny ASICSFrontRunner, a także, że to będzie dopiero początek niesamowitej przygody. Przygody, która cały czas trwa, i która doskonale pozwala mi znaleźć harmonię i balans w codziennym życiu. Przepadłam.

GDY brakuje motywacji

Każdy sportowiec, zawodowiec czy amator, doskonale wiem, że są takie momenty, że spada energia, motywacja, chęci, nawet wiatr wieje krzywo, jednym słowem wszystko jest na nie. Jednak zawsze mam w zanadrzu moje "16 sekund". Ostatnie 100 metrów mojego maratońskiego debiutu w Berlinie. I tak na prawdę z roku na rok doceniam te 16 sekund bardziej. Przez te 16 sekund, znów TAM jestem.

POBIEGNIJ JE ZE MNĄ!

Cały czas uważam, że, jak to się mówi, złapałam Pana Boga za nogi. Bieganie. Kto by pomyślał, że czerpiąc radość i przyjemność z aktywności fizycznej, kiedy niejednokrotnie wychodzę ze swojej strefy komfortu, będzie mi przybywać uśmiechu, wiary w siebie jak i cegiełka po cegiełce będę budować pewność, że swoje życie, mam tylko w swoich rękach. Chcę więcej!

“Nie możesz stać się numerem jeden z dnia na dzień ani nawet w ciagu kilku lat… Będziesz przegrywać wiele biegów i musisz to zaakceptować, wyciągnąć z tego wnioski i wierzyć, że wygrasz następnym razem, biorąc pod uwagę, że masz szansę następnym razem znów przegrać... Cały czas jednak musisz wierzyć, że następny raz wygrasz… aż do dnia, kiedy to się stanie.” - Paula Radcliffe

napisane przez
portrait

Natalia Regulska

Położna z Kraków

Wiek: K30
Klub: ASICS FrontRunner Poland
Trener: Beata Popadiak

Moje dyscypliny
Półmaraton 10 KM

Więcej blogów