Można powiedzieć, że kobieta jest niewolnicą hormonów, i jest w tym sporo prawdy. To właśnie od nich będzie zależeć czy jesteś nerwowa, smutna, szczęśliwa, a nawet jakiego koloru bluzkę ubierzesz na trening! Jeśli wszystko występuje w równowadze, przejdziesz przez ten etap ok. 400 razy w swoim życiu. Ale to wszystko świadczy o Twoim zdrowiu, dlatego chciałabym żebyś spróbowała polubić siebie także w wydaniu, kiedy czekolada ma siłę gigantycznego magnesu, a wzrusza Cię nawet wiosenny deszcz ;)

W pigułce.
Kilka słów o co w tym wszystkim chodzi. W całej tej hormonalnej grze, głównymi graczami jest estrogen i progesteron, a akcja toczy się podczas tzw. cyklu menstruacyjnego, czyli średnio 28-dniowej (jednak normą jest także 25-31) sekwencji następujących po sobie zmian zachodzących wywołanych naprzemiennie wzrostem i spadkiem poziomu hormonów. Wszystkie te zmiany, które odbywają się wewnątrz nas, a także te, które obserwujemy na zewnątrz, podzielone są na 4 fazy. I tak dla 28-dniowego cyklu będzie to:

  1. Menstruacja (4 dni), czyli czas gdzie stężenie obu hormonów spada i występuje krwawienie.
  2. Faza folikularna (9 dni), która prowadzi nas do owulacji, liniowo rośnie stężenie estrogenu, pod wpływem którego rozwija się pęcherzyk Graffa.
  3. Owulacja (1 dzień) - stężenie estrogenu osiąga maksimum, powodując pęknięcie pęcherzyka i uwolnienie gotowej do zapłodnienia komórki jajowej.
  4. Faza lutealna (14 dni) - tu do głosu dochodzi progesteron, możliwość zapłodnienia spada z dnia na dzień, i błona śluzowa w macicy się rozrasta.
Zależność poziomu estrogenu i progesteronu od dnia cyklu.

Kobietą być.
Ok, skoro już wiemy jak to wszystko technicznie wygląda, przełóżmy to drogie Panie na nas same. Zapewne zauważyłaś, że na początku cyklu czujesz się ze sobą znacznie lepiej niż jeszcze kilka dni temu, tuż przed okresem. Już po zakończeniu krwawienia poziom estrogenów zaczyna rosnąć, a nas rozpiera energia, włosy lśnią, a skóra aż promienieje. Do połowy cyklu, do czasu owulacji, wraz z rosnącym poziomem estrogenu, który mniej więcej w tym dniu osiąga swoje maksimum, czujemy się fantastycznie. I to jest nasz czas! Zwiększa się nasza wrażliwość na zapachy, czujemy się atrakcyjne, pewne siebie i najbardziej interesowałoby nas wtedy męskie towarzystwo. Kilka dni po owulacji rozpoczyna się produkcja progesteronu, który krótko mówiąc zabiera nam te różowe okulary, w których patrzyłyśmy na świat jeszcze kilka dni temu dzięki estrogenowi. Do tego zaczynamy się czuć ociężałe, bo zatrzymujemy wodę, wolniej spalamy dostarczone organizmowi kalorie, a przy tym zwiększa się nasze zapotrzebowanie na węglowodany proste. Nasze włosy i skóra żyją własnym życiem, a nas denerwuje nawet to, że słońce krzywo świeci - znajome, prawda? Jeśli nie dochodzi do zapłodnienia poziom obu hormonów na około tydzień przez miesiączką zaczyna stopniowo spadać. To są te dni, których najbardziej jako kobiety nie lubimy. Wtedy do głosu dochodzi Syndrom Napięcia Przedmiesiączkowego, czyli dobrze znane PMS.


PMS? Wrzuć na luz!
To, że PMS istnieje, nie ma wątpliwości. Ba - dotyczy blisko 80% kobiet! Huśtawki nastroju, wszechobecne fochy, płacz przeplatany histerycznym śmiechem, roztargnienie… A jakby tego było mało ogórka kiszonego mogłabyś przegryzać czekoladą, albo upieczoną tyle co szarlotkę zjeść w całości… Dołóżmy to tego bolące piersi, zatrzymanie wody i bóle głowy… Można oszaleć! Dosłownie!

Wiem, brzmi strasznie, ale większość z nas co miesiąc przechodzi przez to samo, więc kobieta kobietę w TE dni zrozumie jak nikt inny. Ważne, by w tym czasie najbardziej słuchać siebie i obserwować swój organizm. Jeśli PMS jest dla Ciebie mocno odczuwalny nie planuj w tym czasie ważniejszych spraw, rób to co musisz i daj sobie odpocząć. Można oczywiście spróbować łagodzić objawy:

Ważne! Dziś już wiemy, że PMS można kontrolować, a nawet leczyć. Jeśli jego objawy są dla Ciebie mocno odczuwalne skontaktuj się ze swoim ginekologiem.


PMS i sport - to zależy...
Na temat wpływu hormonów estrogenu i progesteronu na cykl treningowy nie będę się teraz rozpisywać, ale jest to tak ciekawy i fascynujący temat, że na pewno przybliżę go Wam w osobnym wpisie.

My, biegaczki, staramy się nie zwracać uwagi na fazę cyklu i biegać zawsze. Jeśli już na coś uwagę zwracamy to jest to nasze samopoczucie i stan naszej psychicznej równowagi, a raczej jej braku ;) Ale - teraz zastanów się - czy nie jest tak, że to właśnie w okresie około tygodnia przed okresem, kiedy spada Ci nastrój, a zmęczenie daje się bardziej we znaki więcej razy Ci się po prostu nie chce? I to jest jak najbardziej normalne. Natury się nie oszuka, okres fazy lutealnej i PMS to czas kiedy nasza wydolność naturalnie spada, więc także to bieganie, mówiąc wprost, nie idzie, a my jeszcze bardziej irytujemy się tym, że cyferki na zegarku się nie zgadzają i gdzie nagle do cholery jest ta forma sprzed dwóch tygodni?! Otóż Kochane Moje - TYLKO SPOKÓJ! Jeśli objawy PMS są dla Ciebie bardzo odczuwalne zrezygnuj na ten czas także z aktywności sportowej, pamiętaj jednak, że endorfiny i pobudzany przez nie ośrodek przyjemności może te objawy łagodzić, więc najlepiej jest osiągnąć w tym czasie kompromis ze swoim organizmem. Szukaj, doświadczaj i eksperymentuj. Form i możliwości ruchu jest dziś bez liku, a w internecie można znaleść nawet jogę, która ma pomóc przejść nam przez PMS łagodniej. Naszemu otoczeniu zapewne także ;)

Klu.
Mogłabym ten wpis podsumować jednym zdaniem. Obserwuj się, poznawaj, eksperymentuj i nie rób nic na siłę. A przede wszystkim zaakceptuj! Cykl menstruacyjny będzie nam towarzyszył jeszcze przez długie lata, więc warto poświęcić czas i nauczyć się z nim funkcjonować. Ale najważniejsze w tym wszystkim jest to, że prawidłowe poziomy hormonów warunkują szereg rzeczy, które utrzymują nasz organizm w pełnym zdrowiu. To tak skomplikowana, a zarazem fascynująca maszyna, że zdecydowanie lepiej jest jak nauczymy się z nim współpracować, bo wtedy staje się naszym sprzymierzeńcem. Jeśli PMS wyjątkowo daje Ci się we znaki, możesz spróbować sama go złagodzić poprzez odpowiednią dietę, czy aktywność fizyczną, ale jeśli generuje to dodatkowe frustracje - wyluzuj i zrelaksuj się oglądając po raz setny ulubione romansidło, przegryzając przy tym chipsy czekoladą. To przecież w końcu tylko kilka dni :)

Fotografie: Mateusz Gumula (klik)

napisane przez
portrait

Natalia Regulska

Położna z Kraków

Wiek: K30
Klub: ASICS FrontRunner Poland
Trener: Beata Popadiak

Moje dyscypliny
Półmaraton 10 KM

Więcej blogów