Światem rządzi pośpiech...Jesteśmy wyczerpani, nie dbamy o swoje samopoczucie, tracimy zdrowie w pędzie po sukces i pieniądze... Ale gdzie w tym wszystkim miejsce na realizację marzeń?

„Każde wielkie marzenie zaczyna się od wielkiego marzyciela”

Moim pierwszym, najważniejszym, nadrzędnym było oczywiście dostanie się do drużyny Asics Frontrunner :) Kiedy to marzenie się spełniło dostałam takiego wiatru w żagle, że od tego momentu wydaje mi się, że nie mogę przestać wyznaczać sobie nowych celów, planów, marzeń, bo one są przecież na wyciągnięcie ręki jeśli tylko bardzo tego pragnę.

W kwietniu udało mi się spełnić swoje drugie, biegowe marzenie! Miałam to na liście marzeń, ale była to perspektywa czasowa bliżej nieokreślona... Nie sądziłam, że uda mi się je zrealizować w tym roku, nawet za rok. Jako pracująca mama czwórki dzieci mam ograniczone pole manewru. Dopiero od 2021roku mam wolne 2 soboty w miesiącu - wcześniej przez 3lata pracowałam w każdą sobotę więc poza wakacjami letnimi nie miałam opcji nawet na krótkie, weekendowe wyjazdy. Udało się jednak zweryfikować mój grafik w pracy i tym samym wygospodarować 2 wolne weekendy w miesiącu. To otworzyło dla mnie nowe perspektywy wyjazdów w obrębie Polski, a co w sytuacji pandemicznej i zamkniętych granic dało poczucie małej wolności.

Miesiąc luty i marzec nie były dla mnie łaskawe. Luty to kontuzja mięśnia piszczelowego tylnego. Treningi natychmiast wstrzymane, bolesna rehabilitacja u fizjoterapeuty. W marcu mąż zachorował na niemal 3tygodnie więc nadal musiałam pauzować z treningami, przejąć dom i opiekę nad dziećmi w 100%. Tego wymagała sytuacja rodzinna.

Przyznaję uczciwie, że nie było łatwo - 7 tygodni bez treningów, natłoku pracy i obowiązków było ciężkich. W nagrodę za to, że przetrwałam mogłam wybrać się na mini obóz biegowy do Karpacza. Wyjazd był zorganizowany przez mojego trenera i skupiał się na dużej intensywności treningów.

Nigdy wcześniej nie byłam na takim wyjeździe. Pozostawał tylko w strefie marzeń. Kiedyś z racji finansowych a później z racji posiadania licznego potomstwa wyjazd na okres 7-10dni samemu zwyczajnie nie wchodził w grę. Co prawda na każdą delegację, szkolenie czy wakacje zawsze zabierałam buty i odzież sportową to wyjazd o charakterze typowo sportowym był dla mnie zupełnym debiutem.

Początkowo się trochę obawiałam - wraz ze mną jechało jeszcze 11 znakomitych, lokalnych biegaczy. Moja forma odbiega znacząco od ich kondycji, ale był jej świadomy mój trener w momencie kiedy taki wyjazd zaproponował.

KRÓLEWNA ŚNIEŻKA

W Karpaczu jestem zakochana od lat. Tak naprawdę to z tym miejscem zaczęła się moja przygoda z bieganiem. Nie bezpośrednio. W 2014roku w styczniu skręciłam nadgarstek podczas mojej debiutanckiej lekcji nauki jazdy na desce snowbordowej. Ręka uniemożliwiła mi trenowanie w domu na macie ( czasy z Ewą Chodakowską) więc stwierdziłam, że skoro nogi mam zdrowe to zacznę biegać:) Za każdym razem wracam tu z wielkim sentymentem. Czuję wielkie przyciąganie do Karkonoszy i uwielbiam widok Schroniska Śnieżka. Przebiegłam Półmaraton Karkonoski 2015 ( 3mce po kontuzji zerwanych więzadeł), Ultramaraton Karkonoski 52km w 2017 ( rok po urodzeniu bliźniaczek). Biegam tu przy okazji każdego wyjazdu w góry. Dla człowieka z nizin łaknącego większych wyzwań Karpacz jest doskonałym miejscem. Gdzie się nie skręci tam jest pod górkę :) 


Mimo wymagających treningów, kilkukilometrowych podbiegów cały czas dzielnie starałam się dotrzymać kroku swoim kolegom. Nie jestem biegaczem zawodowym. Jako amator biegam wg planu, biegam pod okiem trenera, ale to nigdy nie będzie poziom wysoki. Dla mnie jest to jednak nieistotne. Dla mnie liczy się wewnętrzna satysfakcja i mobilizacja, która popycha mnie na trening. Nawet jeśli na treningach grupowych jestem ostatnia to mi to w niczym nie ujmuje.

Jednostki treningowe były podzielone na kilka etapów. Każda z nich w mojej ocenie była dla mnie wartościowa.

Znalazło się miejsce na bieganie po bieżni i test na 1000m. Pierwszy raz miałam okazję biegać na takim obiekcie. Bieżnia w Karpaczu jest położona w centrum miasta a jej ulokowanie z widokiem na karkonoskie szczyty zapierała dech w piersiach. Z polecenia trenera wyłączyliśmy zegarki z gps i na czas testu opieraliśmy się na opcji STOPER. Koledzy robili to po to, by weryfikować prędkość na poszczególnych odcinkach. Mi się to przydało z racji wiarygodnego pomiaru ( zegarek załącza mi autopauzę na starcie i zawsze przekłamuje mnie o 10-15m co w sytuacji testu tylko na 1km dawało mi już straty kilku sekund na samym początku biegu). Udało mi się przebiec najszybszy kilometr w życiu - 4:06 ! Byłam bardzo szczęśliwa i zadowolona (dotychczas najlepszy czas to 4:26).

Wybraliśmy się też na bieżnię jeszcze tuż przed samym wyjazdem do domu. Tym razem trening zakładał biegi interwałowe. Po rozgrzewce i serii sprawności biegowej wykonaliśmy 10 odcinków o długości 500m, naprzemiennie wolno i szybko. Moje szybkie tempo pokrywało się z wolnym chłopaków, ale tak jak wspominałam wyżej - był to dla mnie bodziec mobilizujący a nie deprecjonujący. Nie odbierało mi to wcale przyjemności z biegania.

Nie zapomnieliśmy także o kwestii rozciągania, wzmacniania i rolowania. Choć ja osobiście przykładam do tego najmniej uwagi na szczęście trener miał na ten temat inne zdanie. Wyposażeni w rolki, masażery, piłeczki i maty wykonaliśmy także serie wzmacniania nóg, pleców a przede wszystkim mięśni głębokich core - silny brzuch jest ważny dla każdego biegacza.

Położona w okolicy Kowar baza noclegowa pozwoliła zagłębić się w tereny wcześniej dla mnie nie znane. Na szczęście trener doskonale okolicę znał i serwował nam trasę ze świetnymi widokami, podbiegami, spektakularnymi zbiegami. Z racji niesprzyjających warunków pogodowych - 3stopień zagrożenia lawinowego oraz porywisty wiatr o prędkości do 90km/h uniemożliwił nam bieg na szczyt Śnieżka. Trener jednak zapewnił nam równie wymagającą trasę. Zabawne okazało się to, że kiedy umawialiśmy się na ten trening odczytałam wiadomość na grubie fb : sobota 10. Byłam przekonana, że wychodzimy na trening na dystansie ok 10km. Tymczasem rozgrzewka i niekończące się podbiegi już sygnalizowały dyszkę w nogach a tu Karpacza nie było na horyzoncie widać. Okazało się, że ten skrót myślowy oznaczał godzinę 10 a nie dystans:) co koledzy zgrabnie wytłumaczyli w swoim żargonie biegaczy zawodowych : 10km pod górkę, bo z dystans z górki się nie liczy :) Tym sposobem zaliczyłam sobotnie poranne wybieganie na odcinku 19km.

Ulgę zmęczonym nogom przyniosła wizyta w saunie. Niestety z uwagi na pandemię nie można było skorzystać z oferty pobliskiego hotelu. Na szczęście pomysłowy trener odnalazł ofertę na mobilną saunę, która przyjechała na parking pod sam blok. Genialna sprawa. W zasadzie treningowo mogłam też pierwszy raz tego doświadczyć. Grupa podzieliła się na 2 zespoły po 6osób. Każdy mógł zaliczyć 3x10min pobyt w saunie. Temperatura sięgała 85stopni i po każdej odbyły się 3 zimne serie z użyciem ogrodowego węża. Ciekawe doświadczenie:)

Pogoda, forma i humory dopisywały cały czas. Wybiegałam podczas tego mini obozu ponad 60km z pięknymi przewyższeniami. Mimo tego, że do domu wróciłam z zakwasami w 100% to radość z pobytu w Karpaczu była przeogromna. 

Nie pozwól żeby życie Cię omijało!

Żyj TU i TERAZ!

W zdrowym ciele zdrowy duch!

napisane przez
portrait

MICHALINA WALASZCZYK

Handlowiec z GNIEZNO

Wiek: K30
Klub: Słynni Kenijczycy, Klub Altom
Trener: Andrzej Krzyścin

Moje dyscypliny
Ultra Trail 10 KM Półmaraton Ultramaraton Trail

Więcej blogów