Kiedy nagle zabrakło startów triathlonowych, a formy nie było gdzie sprawdzić nudzący się ludzie zawsze coś wymyślą. Przedstawiam historię by motywować do działania.

Nadchodzi wieść, że nie odbędą się kolejne zawody triathlonowe. Brać "Triwariatów" z bólem serca przyjmuje wiadomości, że Triathlon Lwa w tym roku się nie odbędzie. "Możesz przenieść opłatę na przyszły rok lub poprosić o zwrot" - brzmi komunikat organizatora. Długo się nie zastanawiam i wybieram pierwszą opcję. W głowie jednak kiełkuje pomysł na Towarzyski Triathlon Lwa.

Informację puszczam po znajomych. Sprawdzam czy będzie zainteresowanie. Zwrotka jest natychmiastowa! Bawimy się 7 czerwca w Lusowie. Wieść o Towarzyskim Triathlonie Lwa rozchodzi się po Wielkopolsce. Swój start planuje nawet Olimpijka z Londynu i Rio Agnieszka Jerzyk.


Przygotowania do TTL rozpoczynamy od utworzenia wydarzenia na Facebooku. Szybko tworzy się grupka zainteresowanych złożona z triathlonistów z Poznania i okolic. Impreza ma pozytywny odbiór co bardzo mnie cieszy. 

Kolejnym krokiem jest ustalenie poszczególnych elementów. Trasa staje się największym wyzwaniem. Priorytetem jest dla mnie bezpieczeństwo zawodników. W wodzie jest łatwo. Tworzymy jedną pętlę, która zabezpieczona jest przez chłopaków z Przyspiesz Kraula. Blisko 900 metrów pływania to najprostszy element do ogarnięcia. Wejście i wyjście z wody jest tożsame z trasą TL. Startujemy wszyscy razem.

Trasa rowerowa jest kilkukrotnie poddawana pod dyskusję na wydarzeniu Facebookowym. Liczę się z każdym zdaniem, nawet tym najbardziej przeciwnym wobec mojej myśli tworzenia zawodów. Wybieramy wspólnie najbezpieczniejszy wariant 4 x 11,5 km. Start przy otwartym ruchu kołowym jest zupełnie inny niż podczas zamkniętego wyścigu. Każdego na to uczulam, że to przede wszystkim zabawa. Obowiązują nas zasady posiadania kasku i sprawnego roweru. 


Trasa biegowa przynosi kolejne dyskusje. Priorytetem jest nie zgubienie się zawodników na trasie przy minimalnym Jej oznaczeniu. Wybieramy zatem wariant, w którym biegamy z nawrotką 2 x 5 kilometrów. Pozwala to wybrać opcję biegu jednej lub dwóch pętli. Trasa prowadzi wzdłuż jeziora, jest lekko techniczna co pozwala na dobrą zabawę i mocniejszy trening crossowy. Na nawrotce siedzi nasz człowiek, który wskazuję porę nawrotu.

Jak zrobiona została strefa zmian i mety?

Cudni ludzie zadbali oto prawie sami. Na długości całego parkingu od godzin porannych zjeżdżały auta, które samoistnie utworzyły strefę zmian. Każdy przy swoim aucie postawił rower i koszyk z rzeczami do przebrania. Strefa cała pilnowana była przez naszych wolontariuszy, więc każdy rower był bezpieczny. Strefę mety tworzyła brama, przez którą każdy zawodnik musiał przebiec po pierwszej pętli oraz w momencie pokonywania mety. Strefę bufetową przygotowali Wszyscy zawodnicy. Były banany, woda, izotoniki. Wszystko to w reżimie sanitarnym.


Co z medalami? Co z numerami startowymi? Co z opłatami?
Opłat nie było, medale dla rodziców robiły dzieci, a numery startowe każdy zabrał z domu. Dzięki temu wytworzyliśmy łącznie tylko 2 worki śmieci ze strefy bufetowej, a sprzątnięcie całego grajdołka zajęło 30 minut. Stworzenie towarzyskich zawodów to suma współpracy wielu osób o tej samej pasji. Każdy z tego towarzystwa dorzucił swoją cegiełkę za którą jeszcze raz dziękuję. 

Kto wie, może wkrótce pojawi się kolejna okazja do spotkania podczas Towarzyskiego Triathlonu Lwa? 

napisane przez
portrait

Piotr Myślak

Triathlonista.com z Poznań

Wiek: 30

Moje dyscypliny
Maraton Półmaraton triathlon długi dystans Ultramaraton

Więcej blogów