Całkiem niedawno mogliście przeczytaj na moim blogu o dyscyplinie zwanej swimrun. W zeszłą niedzielę pasjonaci tej dyscypliny zjechali się do Międzychodu, by rywalizować na trzech dystansach: Intro, Sprint i Aquaman.

W dobie koronawirusa ciężko o rywalizację triathlonową. Zatem korzystając z okazji wróciłem na ścieżki swimrunowe po dwuletniej przerwie. Nad Soliną oraz we Wiórach startowałem w parze z Tomkiem. Tym razem podczas imprezy Aquaman w Międzychodzie każdy z nas startował Solo. Do wyboru były 3 dystanse: Intro, Sprint i Aquaman. Oczywiście jako "ambitny swimrunowiec" wybrałem najdłuższy dystans Aquaman liczący blisko 21 kilometrów biegu i 4,3 kilometra pływania. Łącznie mieliśmy do pokonania 11 odcinków biegowych i 9 odcinków pływackich. 

Start mojego dystansu zaplanowany został na godzinę 10.oo. Już od samego rana było wiadomo, że aura tego dnia będzie bardziej plażowa niż biegowa. Z nutką obawy przed zapowiadanymi burzami. Przed startem zawodnicy niczym Polska armia pod Grunwaldem skrywali się do ostatnich chwil w cieniu. Dopiero po komendzie startera pojawili się na starcie w pełnym słońcu, z ekwipunkiem, który to nie pomagał utrzymać chłodu.


Upał stawał się uporczywy na długich, biegowych odcinkach. Z każdym kolejnym krokiem neopren mocno się nagrzewał, a zawodnicy tylko czekali na kolejne schłodzenie w jeziorze. Z każdym kilometrem jednak zmieniała się również aura. Początkowy upał zaczął zamieniać się w porywisty wiatr, a na niebie pojawiły się pierwsze oznaki zmiany pogody. W tym czasie moja rola na trasie była niezmiennie taka sama. Uśmiech na twarzy i do przodu. W końcu głównym celem startu była dobra zabawa i przygoda!

Cała zabawa w swimrunie polega przede wszystkim na szybkich zmianach bieganie - pływanie - bieganie oraz obcowaniem z naturą. Tego nie zabrakło w Międzychodzie. Łącznie asfaltem biegło się może z 300 metrów. Reszta to polne ścieżki, wąskie drogi w lesie i piękne jeziora. Idealne miejsce na takie właśnie zawody! Zawodnicy zapamiętają na długo odcinek tzw. Zwalonej rzeki, który był najtrudniejszym technicznie elementem trasy. Powalone drzewa to jedno, ale nierówne dno i zatopione konary to drugie. Sam w przepięknym stylu zaliczyłem upadek gubiąc sprzęt, który niosłem w ręku. Sędziowie narciarscy zapewne nisko oceniliby lądowanie.

Wróćmy jednak do wyścigu. Wspominając o zmianie pogody nie spodziewałem się, że zastanie mnie ona w najtrudniejszym dla mnie odcinku. Gdy do końca zostało już tylko 2 pływania i 2 odcinki biegowe lunął niesamowity deszcz. Akurat na mojej "ulubionej" dyscyplinie. 800 metrów pływania zamieniło się w walkę o przetrwanie. Wszedłem do wody i nie wiedziałem gdzie płynąć. Po 200 metrach wpłynąłem w trzcinę, zdjąłem okulary i próbowałem odnaleźć wyjście z wody. Udało się! Ale się wtedy umęczyłem. To chyba był punkt zwrotny tych zawodów dla mnie. Następne bieganie przeplatane było marszem ze względu na kolkę, która mnie złapała. Ostatnie pływanie i bieg to już tzw. "byle do mety".


Cele na te zawody były trzy. Dwa udało się zrealizować! Dobrze się bawiłem, złamałem 4 godziny (3:29). Nie udało się tylko być w pierwszej 20. Ostatecznie zająłem 22 miejsce, a duży na to wpływ miało właśnie to pływanie po trzcinie :) 
Zachęcam Was gorąco, żebyście kiedyś spróbowali swoich sił w swimrunie. Wspaniała jest to zabawa i przygoda.

Zdjęcia użyczone od organizatorów AQUAMAN SWIMRUN
Dziękuję ULTRALOVERS oraz Fotografia Robert Piasecki.

napisane przez
portrait

Piotr Myślak

Triathlonista.com z Poznań

Wiek: 30

Moje dyscypliny
Maraton Półmaraton triathlon długi dystans Ultramaraton

Więcej blogów