Mój krótki, rodzinny urlop na Kaszubach był rewelacyjny! Wykorzystałam ten czas bardzo aktywnie. Zakochałam się w tej krainie i z pewnością tam wrócę:)

Postanowiliśmy wybrać się tam na weekend. Spędziliśmy tam bardzo przyjemny czas na świeżym powietrzu. Pogoda dopisała więc mogliśmy korzystać z uroku Kaszub na całego - o czym napiszę kolejnego bloga:) Dla mnie był to także bardzo intensywny czas biegowy

PIĄTEK- tygodnia koniec i początek!

Zgodnie z założeniami wybrałam się na zaplanowane 12km biegu z 10 podbiegami o długości 100m. Ku mojemu zdziwieniu w tym regionie zasięg komórkowy i internetowy był bardzo kiepski. Utrudniło mi to bardzo rozeznanie terenu. Pierwszy raz nie mogłam z pomocą telefonu zweryfikować okolicy. Nie mogłam wybiec bez zastanowienia i dać się ponieść, bo nasza agroturystyka była położona bezpośrednio przy bardzo ruchliwej drodze krajowej, bez pobocza, po której pojazdy poruszały się z nadmierną prędkością. Z uwagi na niebezpieczeństwo jakie groziło mi podczas biegu główną drogą zdecydowałam się na improwizację i wybór dróg polnych- bocznych. Ich nawierzchnia (brukowa, szutrowa, piaskowa, kamienista i krótkimi momentami asfaltowa) b y ła trudna i wymagała wielkiego skupienia. Na szczęście buty TRABUCO MAX doskonale się spisały. Teren kaszubski jest pagórkowaty i łatwo przyszło mi znalezienie odpowiedniego miejsca na podbiegi.

SOBOTA

Mój sobotni plan treningowy został zweryfikowany na gorąco przez trenera w czasie drogi na Kaszuby. Okazało się bowiem, że samodzielne roszady w grafiku biegowym przed wyjazdem spowodowały, że na weekend miałabym kumulację trzech mocnych jednostek. Trener polecił zastąpić sobotnią zabawę biegową (10x2min sprint/2minuty pauzy w truchcie) zwykłym rozbieganiem i tak właśnie uczyniłam z przyjemnością. Nogi po piątkowych podbiegach były bardzo zmęczone. Dodatkowo noszenie dwa dni ciężkiego plecaka podczas spacerów po okolicy przyniosły mi niespodziewane bóle pleców. Bieg po bardzo zmiennej nawierzchni i z pagórkami pozwolił mi się wystarczająco zmęczyć mimo 14km dystansu.

NIEDZIELA- to było wyzwanie!

Kaszuby położone w północnej części Polski zawsze były omijane przeze mnie w drodze nad morze. Tym razem jednak wybór tego regionu nie był przypadkowy. Starsze córki tam właśnie miały zorganizowany obóz przygotowawczy do sezonu piłki ręcznej wraz z drużyną seniorek I i II ligi klubu MKS PR Gniezno. Dowiedziałam się, że trener planuje zrobić starszym podopiecznym Beep Test. Postanowiłam spróbować swoich sił u boku gnieźnieńskich szczypiornistek.

Beep Test służy do sprawdzenia wytrzymałości tlenowej. Polega na wykonaniu kilkustopniowego biegu wahadłowego (tam i z powrotem) w odcinkach 20-metrowych. Beep Test składa się z tzw. poziomów, gdzie podczas każdego kolejnego etapu zmniejsza się czas na pokonanie dystansu. Na każdym poziomie zmienia się też liczba wymaganych do przebiegnięcia odcinków. Jest co raz szybciej.

Na obozie moich córek pozwolono mi zrobić test razem z zawodniczkami I i II ligi Piłki Ręcznej co nie udało mi się w lutym z uwagi na kontuzję. Mimo, że na co dzień trenujemy zupełnie co innego to niewątpliwie łączy nas bieg. Dziewczyny miały opanowane zawroty do perfekcji. Ja czułam, że tam tracę te ułamki sekund. 

Mój wynik to 10.7 Analiza Garmin : 1.77km, tętno od 169-182. Wszystko trwało u mnie ok 10minut. 78% treningu zrobiłam w III zakresie. Udało mi się wykonać 88 długości boiska! Wg szablonu trenera poziom VO2max wyszedł mi na poziomie 48.5.  Nie wiem jednak jak interpretować wyniki mojego amatorskiego biegania z czołowymi zawodniczkami piłki ręcznej.

Wrażenia kibiców obserwujących moje zmagania mnie bardzo zaskoczyły. Podczas, gdy ja biegałam sprintem i męczyłam się na każdym zakręcie ( w sumie zrobiłam ich 88) podobno wyglądałam jakbym sobie truchtała spokojnie od punktu do punktu, zmęczenia i walki nie było widać wcale, prędkości też nie odczuli.

Po powrocie do domu wybrałam się na trzeci i zarazem najmocniejszy trening biegowy ubiegłego tygodnia- 19km biegu z dwoma elementami biegu ciągłego. Ucieszyłam się, że u mego boku biegnie mój ukochany kundel. Założenia trenera zostały wykonane- nawet z naddatkiem, bo wpadł nieplanowany Beep Test.

Cieszę się niezmiernie z dobrej formy i samopoczucia. Dzięki temu mam siłę i chęci spędzać jak najwięcej czasu w ruchu. Beep Test był kolejnym (po teście wydolnościowym) sprawdzianem formy, ale podkreślam, że robiłam go wyłącznie dla siebie. Było to bardzo męczące, ale zarazem ciekawe doświadczenie. Miło było spróbować czegoś nowego. Będę miała odniesienie, gdy wykonam go ponownie za jakiś czas.

W zdrowym ciele, zdrowy duch!

#UpliftingMinds #SoundMindSoundBody



napisane przez
portrait

MICHALINA WALASZCZYK

Handlowiec z GNIEZNO

Wiek: K30
Klub: Słynni Kenijczycy, Klub Altom
Trener: Andrzej Krzyścin

Moje dyscypliny
Ultra Trail 10 KM Półmaraton Ultramaraton Trail

Więcej blogów