Skoro jest wiele rzeczy na które nie mam wpływu to skupię swoje moce i nastawienie, by zastaną rzeczywistość postrzegać bardziej optymistycznie.

Każdego motywuje coś innego... Z racji tego, że borykamy się z pandemiczną rzeczywistością i bardzo mocno jako biegacze odczuwamy tą sytuację przychodzi mi do głowy refleksja na temat mojej aktualnej motywacji... Po mocno przepracowanej zimie w II kwartał roku weszłam z nową energią. Motywacji wiosennych było dla mnie kilka:

Nic tak nie dołuje sportowców jak przymusowa pauza wywołana kontuzją. U mnie na koniec stycznia skutkiem braku nawyku rolowania i rozciągania po treningu noga odmówiła współpracy. Pierwsza wizyta u fizjoterapeuty niestety błędnie zdiagnozowała miejsce kontuzji upatrując go w mięśniu płaszczkowatym. Tydzień nogę oszczędzałam a poprawy nie czułam żadnej. Udałam się z wizytą do następnego fizjoterapeuty i po bolesnej sesji okazało się, że finalnie nastąpiło przesilenie mięśnia piszczelowego tylnego. Kolejny tydzień poświęciłam na regenerację. Wiedziałam, że pośpiech i głód biegowy będzie tu złym doradcą więc pauzowałam wg zaleceń trenera. Zbiegło się to u mnie akurat z zapaleniem zatok i uziemieniem w łóżku na kolejny tydzień. Gdy już się wychorowałam i czułam, ze noga zyskała odpowiedni czas na odpoczynek okazało się, że rozłożyła się pozostała część rodziny. Tym samym musiałam odłożyć swoje treningi na kolejne 4tygodnie, bo tyle dokładnie trwało opanowanie sytuacji zdrowotnej w moim domu. Niestety minusem posiadania takiej dużej rodziny jest fakt, że choroby zwykle przechodzą łańcuszkowo z jednego członka rodziny na drugiego. Są jednak rzeczy ważne i ważniejsze więc nie dyskutowałam z tym stanem rzeczy. Jeśli byłam uziemiona w domu bez możliwości biegania skupiłam się na czytaniu książek, by zająć czymś głowę.


Choć w tym roku wyjątkowo kapryśnie i na chłodno nas potraktowała to jednak jest dla mnie najbardziej ożywczą porą roku. Uwielbiam ten czas przemian w naturze. Mam przyjemność mieszkać na wsi pod Gnieznem więc każdego dnia mogłam obserwować jak przyroda budzi się do życia. Widać było i słychać powracające do kraju ptaki. Wszystko wokół się budzi i nabiera kolorów – a to zasługa dłuższego dnia, słońca i wschodzącej zieleni. Bieganie w tych okolicznościach pozwoliło mi systematycznie ładować baterie a tym samym przekładało się na moje zdrowie psychiczne i fizyczne redukując stresy dnia codziennego. Endorfiny po treningu uwalniają negatywne emocje na polnych i leśnych ścieżkach biegowych.


Po 16tygodniach współpracy z trenerem moje bieganie weszło na nowe tory. Poprawiłam swoją wydolność co rejestrowałam i obserwowałam za pomocą paska tętna w aplikacji Garmin Connect. Kwietniowe nowe życiówki na 1000m i na 3000m obudziły we mnie nowe przekonania, że mogę już szybciej biegać. Doskonałym sprawdzianem była dla mnie biegowa, wirtualna inicjatywa w szeregach ASICS FrontRunners. 170 biegaczy z całego świata postanowiło ustanowić swój nowy rekord prędkości na wskazanych dystansach. Ja zdecydowałam się na trasę 5km. Do wyboru był jeszcze dystans 10, 21 i 42km. Na te kilometry muszę jeszcze mocno popracować i póki co obstawiam, że nowe życiówki będą możliwe dopiero na jesień. Z pomocą biegowego kolegi udało mi się ustanowić nowy rekord z 24:14 na 22:42. Odzyskanie władzy i siły w nogach napędza mnie niesamowicie do działania i choć na horyzoncie nie mam jeszcze perspektyw na zawody to pracuję na wyniki bezustannie:)


Bardzo motywujące w okresie wiosennym okazały się dla mnie nie tyle trendy modowe, ale Instagramowe. Miło było skupić swoje działania i pobudzać kreatywność na łonie natury. Maj to miesiąc intensywnych kolorów, barw i zapachów na polach więc podobnie jak inni Instarunnersi poszukiwałam kadrów na tle żółtego, słonecznego rzepaku, różowych wiśni, białych konwalii oraz mieniącym się wieloma kolorami fioletu bzu. Po raz kolejny czułam się uprzywilejowana mieszkając na wsi i mając te wszystkie kolorowe, kwiatowe atrybuty na wyciągnięcie ręki.


Nic mnie tak nie doładowuje jak słońce na bezchmurnym niebie. Cieplejsze i dłuższe dni, obluzowania pandemiczne spowodowały, że z łatwością mogę na trening biegowy wyciągnąć moje dzieci, dla których wypad do ulubionej lodziarni w centrum miasta to świetna inicjatywa. Dla mnie to 10km trening, dla nich wycieczka rowerowa nazwana przeze mnie "turystyką lodową" a więc łączymy przyjemne z pożytecznym spędzając razem czas na świeżym powietrzu. Słońce to mój akumulator mocy więc nie ważne jak byłabym zmęczona po pracy przy pięknej pogodzie wstępują we mnie zdwojone moce. Skończyło się bieganie w rękawiczkach i opaskach na głowie- pojawiła się wreszcie możliwość założenia krótkich spodenek, topu!


Przyświeca mi ideologia wdzięczności i "małego szczęścia". Nastawienie ma znaczenie więc jeśli dopatruję się pozytywnych zdarzeń na co dzień okazuje się, że jest ich całkiem sporo!

Realizowanie biegów wg harmonogramu mojego trenera pozwoliło mi wybiegać w maju dystans ponad 260km i z nową energią podjąć się realizacji nowych, czerwcowych, biegowych planów!

W zdrowym ciele zdrowy duch!

napisane przez
portrait

MICHALINA WALASZCZYK

Handlowiec z GNIEZNO

Wiek: K30
Klub: Słynni Kenijczycy, Klub Altom
Trener: Andrzej Krzyścin

Moje dyscypliny
Ultra Trail 10 KM Półmaraton Ultramaraton Trail

Więcej blogów