UDOSTĘPNIJ
Pokochać ból...

Train hard, win easy powiadają...Ale nie zawsze to się sprawdza...:P
Maraton Odrzański przeszedł do historii! 
Nadal bieg wygrał tylko jeden mieszkaniec miasta, zrobił to Edward Rydzewski w 1990 roku z wynikiem 2:23:11.  Ja muszę na, to poczekać minimum rok ;)
Do samego startu podchodziłem z lekką obawą, ponieważ od jakiegoś miesiąca miałem problem z mięśniem czworogłowym w lewej nodze. Jeszcze we czwartek przed startem pojechałem do Nysy, do mojego kolegi fizjo Marka Pałetki. Nakłuł mi mięsień, nakleił tejpa i zrobił cranium. Jak się później okazało, od tej wizyty, do dzisiaj nie mam żadnego problemu z tym mięśniem! Dzięki Marek! Ze względu na nogę, zrobiłem wyjątkowo 2 dni wolnego przed startem! Przed krótszym dystansem było by to niekorzystne dla mnie, bo straciłbym napięcie mięśniowe, ale przed maratonem mogłem zaryzykować. 
Nastawienie na sam bieg miałem bojowe, z jednej strony miałem świadomość, że od miesiąca noga się nie kręciła, ale liczyłem, że w dniu startu wszystko zatrybi i będzie dobrze! 
ŚNIADANIE - Jedna bułka z dżemem, dwa wafle ryżowe z czkoladą, kawałek gorzkiej czekolady plus kawka, węgle i woda. 45 minut przed startem jeszcze jedne żel.
ROZGRZEWKA - Z domu wyszedłem 30 minut przed startem. Na linie startu miałem bardzo blisko, bo około kilometr. Łącznie zrobiłem 2 km, 10 minut gimnastyki plus dwie przebieżki.
START - Od startu ustawiłem się za faworytem Rafałem Czarneckim z PB 2:23. Wiedziałem, że trzeba spróbować utrzymać się za nim jak najdłużej. 
Razem z nami ruszył jeszcze jeden zawodnik, Kamil Baron,  ale był on uczestnikiem sztafety.
3:26, 3:24,3:19.... Jest za szybko... 
3:22, 3:23... i 5 km w 16:54 czyli czas na 2:23! Maraton nie wybacza bezmyślności i szaleńczych startów dlatego muszę zwolnić! Na Orlenie było prawię minutę wolniej a i tak nie wytrzymałem!
Trasa wiodła po obwodnicy dlatego wracając mieliśmy mocny wiatr w twarz. Do tego dochodził lekki deszcz i 5 stopni i lekkie krio stało się faktem. Drugie 5 km - 18:00 czyli już się uspokoiłem, chociaż nie ma lekkości w biegu... Po 10 km staram się wyjąć żel z kieszeni, ale okazuje się to mega wyzwaniem zmarzniętymi rękami z wąskiej kieszeni.... Mordowałem się jakieś 50 metrów biegnąc skręcony w bok :P 
Kolejna pętla bez historii, staram się biec w miarę swobodnie ale tempo momentami bardzo średnie. 5 km - 17:56 i kolejne 5 m - 18:25. Półmetek mijam w 1:15:30 i moja strata do lidera wynosi już jakieś 3 minuty. W połowie pętli jest Karolina z bidonem, oraz Piotrek z żoną, Edek i jeszcze parę innych osób. Zmarzli pewnie tam strasznie! Dziękuje Wam za pomoc!
Pętla nr 3 i zaczyna być ciężkawo. Energetycznie super, oddechowo luz, ale nogi mam spięte jak gdyby to był 40-ty kilometr a jest dopiero 25... 5 km - 18:36 i tyle biegania na dzisiaj. A zaczyna się już tylko człapanie. Na nawrocie widzę, że zbliża się do mnie 3-ci zawodnik. Mateusz Wolnik jest 20-40 m za mną. Ja pod wiatr zwalniam, bo wiem, że do mety jeszcze daleka droga i trzeba szanować siły. Biorę drugiego i ostatniego żela Dashrade do ręki. Wreszcie na jakimś 28 km dopada mnie! Od razu włączają się nerwy! Co zrobić jak mnie wyprzedzi i zacznie uciekać? Nogi drewniane a on lekko przyśpiesza... Po kilometrze opanowuje nery i trzymam się obok, przecież jeszcze daleka doga do mety. Muszę się tylko utrzymać przez nabliższe kilometry. Piątka w 18:57 i ruszamy na ostatnią pętle! Kolejna piątka jest najwolniejsza, bo aż 19:35! Ale nie wiem czy to nie błąd GPS-a, bo jeden km mam w 4:40!
Przebiegamy obok ronda i moja ekipa zdziera gardło, żebym trzymał.
Momentalnie na zbiegu wyprzedzam Wolnika! Postanawiam lekko ruszyć i odskoczyć już, bez czekania na koncówkę! Dwa szybsze kilometry 3:39 i 3:34 i urywam się na kawałek. Teraz tylko dotrzymać do mety! 5 km w 18:43 i jestem już na 40 kilometrze! Wydaje mi się, że napieram a tempo spada.41 km 3:48 i moje nogi sztywnieją... Staram się obrócić ale nie mam siły... Zaciskam zęby, boli już wszytko i ostatni pełny kilometr w 3:51... Docieram do mety w 2:35:19, 33 sekundy przed Mateuszem... Jestem zmęczony, zmarznięty... Nie potrafię normalnie iść... Zajechał mnie ten maraton strasznie mięśniowo, jak nigdy wcześniej. Ale to dobra lekcja na przyszłość. Teraz analiza tego co poszło nie tak z treningiem, ze byłem taki sztywny... 

foto: Alex Waligóra

napisał
portrait

Jacek Sobas

Trener LA z Wrocław / Kędzierzyn-Koźle

Wiek: 33 lata

Trener: kiedyś Edward Rydzewski / Irena Czuta / Jan Bułkowski

MOJA DYSCYPLINA
Maraton ultra trail 10km trail
MOJA DYSCYPLINA
marathon ultra_trail 10k trail