W miniony piątek byłam uczestnikiem wypadku samochodowego. Po pracy odbierając dzieci z przedszkola wracałam do domu i w odległości ok 1,5km od domu uderzyłam w samochód jadący z naprzeciwka. Czynników składających się na to wydarzenie było wiele...

Głównym było nierozważne ścięcie zakrętu, który zrobiłam oślepiona słońcem mocno grzejącym na niebie. Samochód tamtego kierowcy włączył się do ruchu z parkingu za zakrętem, który ja nieświadomie ścięłam - stąd ja się go nie spodziewałam, bo sprawdzałam drogę zatrzymują się na torach kolejowych. Szczęśliwie nic nie stało się ani bliźniaczkom, ani mi, ani kierowcy z drugiego samochodu. Do zderzenia doszło tuż za torami kolejowymi więc oba pojazdy miały minimalną prędkość. Ucierpiały tylko samochody, ale to rzecz mechaniczna, nabyta...

To jednak uświadomiło mi jak ważna jest kwestia bezpieczeństwa...


Nikomu nic się  nie stało a z emocjami po wypadku i tak było mi się ciężko uporać. Niepotrzebnie wizualizowałam scenariusze na temat różnych zakończeń tego wypadku i jego konsekwencji... Trudno jednak nie myśleć o tych kwestiach jeśli jechało się małymi dziećmi. Dla każdego rodzica bezpieczeństwo dzieci jest najważniejsze. Stąd byłam ogromnie wdzięczna za to jak konsekwentnie i bezkompromisowo podchodzę do konieczności zapinania pasów bezpieczeństwa przez wszystkich pasażerów samochodu. I choć to obowiązkowa czynność uczestników ruchu samochodowego to jednak często spotykam się z relacjami koleżanek-mam, że wypinają dzieci z fotelików, gdy nie mogą sobie poradzić z płaczem czy histerią dziecka podczas podróży. Dla mnie to niewyobrażalny scenariusz. Wolałabym zjechać z drogi, wydłużyć podróż, ale do takich sytuacji dziecka nie przyzwyczajać. Od zapiętych pasów niejednokrotnie zależy życie i zdrowie kierowcy i jego towarzyszy podróży. Mój wypadek, jak i setki innych, potwierdzają fakt, że nawet pod samym domem nie możemy na moment stracić czujności. Miałyśmy dużo szczęścia.

Dzieci poza lekkim otarciem na szyi nie ucierpiały. Ale transportujemy się nie tylko samochodami. O bezpieczeństwie musimy myśleć także w kwestiach aktywności fizycznych, które często podejmujemy razem z dziećmi. Uwielbiamy uprawiać sport z dziećmi, sami chętnie angażujemy je do spędzania czasu na świeżym powietrzu, ale nie zawsze idzie za tym troska o zdrowie i życie dziecka. Nie raz byłam świadkiem upadku z hulajnogi, rowerku biegowego, rolek, roweru. Na tych pojazdach rozwija się różne prędkości i dużym zaniedbaniem jest bagatelizowanie noszenia kasku przez dzieci i rodziców. Mnie otrzeźwił w tym temacie pediatryczny kurs pierwszej pomocy, który zrobiłam kilka lat temu. Prowadzili go ratownicy medyczni na co dzień pracujący w poznańskiej karetce, którzy apelowali o rozsądek rodziców i konsekwentne pilnowanie zakładania kasków przez dzieci, bo oni niejednokrotnie byli świadkami śmiertelnych wypadków z powodu braku kasku na głowie.

Ja rozumiem, że kask może nie jest super wygodny, że nie zawsze jest twarzowy, że czasem zepsuje fryzurę, że jest w nim gorąco, ale bez względu na te "niedogodności" naprawdę w sytuacji zagrożenia i nagłego upadku kask ratuje życie osobom w każdym wieku. Nie jesteśmy nieśmiertelni. Dorośli też są uczestnikami wypadków na rolkach, rowerach, modnych i superszybkich hulajnogach elektrycznych. Czy tak trudno sobie wyobrazić, że nagle pod koła na chodnik wbiega dziecko biegnące za piłką? Uciekające rodzicom dla zabawy? Stawiające pierwsze kroki na rolkach czy rowerze i zupełnie nie panujące nad swoim "pojazdem"? Ja mam czwórkę dzieci więc moja głowa pełna jest scenariuszy jakie mogą się wydarzyć na drodze ( z ich przyczyny czy innych uczestników ruchu).

Przykład idzie z góry...

Dużo rozmawiam z dziećmi o bezpieczeństwie, o roli pasów w samochodzie, kasku na głowie od małego. Nie pozwalam dzieciom wsiąść na rower czy rolki, hulajnogę bez kasku na głowie - bezwzględnie. Nie ma u mnie kompromisów w tej kwestii. W przypadku jakichkolwiek mobilnych aktywności ja również zakładam kask i choć mam świadomość, że wyglądam w nim śmiesznie to jest to dla mnie drugorzędna kwestia. Pokazuję dzieciom, że nikt - nawet dorosły - nie może czuć się na drodze bardziej uprzywilejowany względem dzieci.

Najważniejsze jest bezpieczeństwo. Życie mamy jedno. Wiele nieszczęśliwych wypadków dzieje się nie z naszej winy. Niech nam wszystkim lato upływa nam pod hasłem bezpiecznych i aktywnych wakacji na świeżym powietrzu! Dbajmy o siebie i naszych najbliższych.  

W zdrowym ciele zdrowy duch!

napisane przez
portrait

MICHALINA WALASZCZYK

Handlowiec z GNIEZNO

Wiek: K30
Klub: Słynni Kenijczycy, Klub Altom
Trener: Andrzej Krzyścin

Moje dyscypliny
Ultra Trail 10 KM Półmaraton Ultramaraton Trail

Więcej blogów