Pogoda bywa bardzo kapryśna w tym roku. Najpierw narzekaliśmy na mrozy, potem na deszcze a obecnie na upały...

Z racji planu treningowego jaki realizuję od listopada 2020 pod kątem nowych rekordów pogoda nie dyskwalifikuje mnie od aktywności fizycznej. Podejmuję treningi w każdą pogodę - pierwszy raz sumiennie i konsekwentnie przepracowałam całą zimę. Wiosna była mniej optymistyczna dla mnie z uwagi na choroby i kontuzję mięśnia piszczelowego. Przyszło więc lato, słońce i dodatnie temperatury i motywacja do treningów wzrosła jeszcze bardziej.

Uwielbiam ciepło, wysokie temperatury i nigdy dotąd nie męczyły mnie podczas treningów. W tym roku jednak widzę diametralną różnicę w jakości treningów latem. Nie wiem czy to kwestia wieku ( no jednak się starzeję :P), czy kwestia intensywności i ilości treningów ( ok 50-65km w tygodniu), ale nagle zaczęłam odczuwać dyskomfort.

KTO RANO WSTAJE...

Niestety z racji tego, że jestem typem śpiocha nie mogę zmobilizować się na poranne treningi. Obserwuję moich Instafriends gotowych do biegania bladym świtem i jestem pełna podziwu. Ja jednak z racji mojego permanentnego zaburzenia snu, które trwało wiele lat z racji posiadania małych dzieci nie mogę się na to przełamać. Poranne bieganie jest bardziej komfortowe i z pewnością przyjemniejsze. Jakość powietrza o poranku, niskie temperatury to niebywały plus przemawiający za nastawieniem budzika na 5,6 czy 7 rano. Ja jednak pracuję w tygodniu od godziny 8 więc musiałabym nastawić budzić bardzo wcześnie by wyrobić się z treningiem, prysznicem, śniadaniem oraz przygotowaniem dzieci do przedszkola.

Z racji posiadania dużej rodziny muszę wpisywać swój trening w wolne okienko, które - po konsultacji z mężem - zawsze wypada w godzinach popołudniowych, gdy on wróci z pracy. Jestem przyzwyczajona do tego trybu aktywności. Lipcowe treningi dały mi się jednak we znaki z uwagi na duchotę i wysokie temperatury.

MOJE OBOWIĄZKOWE WYPOSAŻENIE LETNIE:

a dodatkowo... Ja nie zapominam nigdy o telefonie, który na wypadek zasłabnięcia lub konieczności przerwania treningu pozwoli skontaktować się z najbliższymi. Smartfon jest dla mnie także portfelem - rzadko noszę przy sobie gotówkę ( choć awaryjny banknot za etui w telefonie stanowi świetny pomysł, gdyby np. telefon się rozładował). W razie konieczności zakupu wody czy innego napoju, czy zapłaty za taksówkę posiadane przy sobie pieniądze nas uratują z chwilowej opresji.

Do monitorowania stanu fizycznego na treningu obowiązkowo zabieram także pasek tętna - pozwala on kontrolować poziom uderzeń serca podczas treningu i przejść do marszu kiedy samopoczucie nam spada i dodatkowo potwierdza to jeszcze wzrastające tętno. Gdy tętno niepokojąco wzrasta to jest dla mnie sygnał do zwolnienia czy nawet chwilowego przejścia do marszu.

UPAŁ DOKUCZA KAŻDEMU

Biegam bardzo często z moim psem i przede wszystkim muszę dbać o jego komfort podczas naszego biegowego spaceru - muszę pamiętać o nawadnianiu Kulki - dla niej mam osobną butelkę z wodą. Staram się wybierać tereny zalesione, gdzie psiak może ukryć się w cieniu drzew i na dodatek w okolicy jeziora, gdzie pies może wskoczyć w razie konieczności schłodzenia lub napicia się nieograniczonej ilości wody.



Upałów nie można bagatelizować - odwodnienie czy udar słoneczny to bardzo realne zagrożenia w sezonie letnim i lepiej mieć się na baczności, by nie zrobić sobie krzywdy.

W zdrowym ciele, zdrowy duch!

napisane przez
portrait

MICHALINA WALASZCZYK

Handlowiec z GNIEZNO

Wiek: K30
Klub: Słynni Kenijczycy, Klub Altom
Trener: Andrzej Krzyścin

Moje dyscypliny
Ultra Trail 10 KM Półmaraton Ultramaraton Trail

Więcej blogów