Przeglądam galerię moich zdjęć w telefonie a tam same pozytywne i uśmiechnięte wspomnienia. A mi akurat nie jest do śmiechu, bo 19.września miał się odbyć mój wymarzony i tak długo wyczekiwany start a im bliżej do zawodów tym bardziej mi się forma biegowa sypie jak domek z kart…

Na początku września zaczęła mi delikatnie dokuczać pachwina. Z racji zignorowania sygnałów i pójścia na imprezę taneczną w bardzo wysokich szpilkach spotkała mnie kara- okropny ból w biodrze. Utykałam przy chodzeniu, nienaturalnie obciążając lewą nogę chcąc automatycznie odciążyć biodro… Po powrocie z Gdańska poszłam na trening- tylko wolne wybieganie na dystansie 18km. Biegałam w niekomfortowych warunkach- po chwili odezwał się mięsień piszczelowy tylni. Trening wykonałam, ale tuż potem chodziłam jak 80letnia staruszka kołysząc się na boki…

Czym prędzej chwyciłam za telefon w celu umówienia się do fizjoterapeuty. Niestety bez kolejki mi się nie udało. Musiałam improwizować. Była wizyta u osteopaty, była u rehabilitanta. Codziennie dzwoniłam do trenera meldować o samopoczuciu, ale już w jego głosie usłyszałam załamanie na wieść o mojej niedyspozycji na ostatniej prostej przed startem.

Niestety wobec tej sytuacji siadło ciało, ale momentalnie siadła też głowa…Tyle miesięcy przygotowań i walki o powrót do formy sprzed lat, że chciało mi się tylko płakać… Po konsultacji z fizjoterapeutą i trenerem tydzień przed startem zrobiłam testy biegowe:

-piątek 6km trucht

-sobota 10km z rytmami

-niedziela 12km z narastającą prędkością.

I wszystko było na najlepszej drodze! Biegałam bez bólu, było dobrze i znowu światełko w tunelu widziałam a tymczasem dostałam obuchem w łeb… We wtorek przed startem wyszłam na bardzo powolną dyszkę w tempie regeneracyjnym nakazanym przez fizjo (tętno max 140) - tempo biegu wyszło na poziomie 7:29, czyli wolniej się już chyba nie da. Byłam z Kulką- była przypięta na pasie biodrowym, miałam smycz z amortyzacją. Biegłam wolno, posłusznie trzymając się tętna aż nagle psina zobaczyła kota. Ruszyła przed siebie a mnie niemal ścięła z nóg. Ten nienaturalny ruch spowodował nagłe spięcie, bezwiedny skurcz mięśni. W środę znowu czułam ból- a w planach miałam ostatni trening 14km…Wyszłam z domu i z uwagi na ból po 500m przerwałam bieg.


Natychmiast wykonałam telefon do trenera pytając o radę, co robić? Jego odpowiedź mocno mnie zakuła… „Trening przerwać z uwagi na ból i rozważyć odwołanie startu w Biegu Lechitów”.

Przyznam szczerze, że sens tych słów dotarł do mnie z opóźnieniem….

Trener zgodził się ewentualnie start na tyłach, truchtając powolnie, byle to przebiec, dla totalnej zabawy i na luzie… Fizjoterapeutka miała podobne zdanie.

Odbyłam kolejną, ratunkową wizytę u fizjoterapeutki, która zdiagnozowała problem w okolicy pasma biodrowo-krzyżowego. Po wyjściu z gabinetu nic mnie nie bolało, ale ja zostałam postawiona w bardzo stresującej sytuacji… Ciągle biłam się z myślami czy zaryzykować i biec i liczyć, że noga wytrzyma?

Czy odpuścić Bieg Lechitów zupełnie i wystartować dopiero w kolejnym półmaratonie Poznaniu 17.10.2021 zostawiając sobie czas na podleczenie, dodatkowe treningi?

Nic nie było oczywiste w tej sytuacji. Kosztowało mnie to sporo stresu, nerwów, przemyśleń! Analizy długo i krótkoterminowe tej czy innej decyzji!

Cdn…

#SoundMindSoundBody #UpliftingMinds

napisane przez
portrait

MICHALINA WALASZCZYK

Handlowiec z GNIEZNO

Wiek: K30
Klub: Słynni Kenijczycy, Klub Altom
Trener: Andrzej Krzyścin

Moje dyscypliny
Ultra Trail 10 KM Półmaraton Ultramaraton Trail

Więcej blogów