UDOSTĘPNIJ
To miał być pierwszy poważny start po maratonie. Pierwszy w sezonie letnim, pierwszy na przetarcie. Pierwszy, aby pokazać jak i gdzie iść dalej. Pierwszy w górach w tym roku. Pierwszy pod wieloma względami.

Zaczynam z pierwszej linii. Lecimy równo, nieco do góry. Jest nas 7-8 chłopa. Zdanowski wyrwał. Cwany lis, jak się potem okaże. Wyrwał, a wszyscy za nim, żeby nie stracić. Sylwek całkiem się podpalił i wyprzedził go po 2 km. Tym sposobem przegapił skręt w lewo i finalnie z 1 miejsca spadł po za 10. Zdanowski zostaje w tyle. Dzięki temu nagle lecę na 3 pozycji. Szał! Wytrzymam? Jest szybko, chyba za szybko. Ale kto nie ryzykuje ten nie ma. Gościu przede mną słabnie na podbiegu. PYK! Lecę DRUGI! Lecę tak i lecę i zaczyna się bida. Kolka. Nosz kurka wodna! Wbijam paluchy pod żebro, ale to już nie ten sam bieg. Męczę się strasznie. Daniel (trzeci zawodnik) za mną pyta: 

Kolka?

No

Dasz radę! 

No chyba jednak nie…

Dobra, zmienię Cię! 

Wyprzedza mnie i narzuca swoje tempo. No i bieda. To dzisiaj nie moje tempo. Spadam na trzecią pozycję w ten sposób, ale ciągnę dalej tracąc powoli plecy Daniela. Zaczyna się dłuższy, biegowy podbieg. Daniel z przodu, 9 km za mną, ciężko jak fiks kanada. Słyszę kogoś za plecami. Odwracam się, a on już równo ze mną. Zdanowski. Cwany. Podpalił na początku wszystkich, wypuścił do przodu, potem zwolnił i uspokoił swój bieg. A my do przodu, bo przecież czołówka. Teraz zrobił mnie jak mercedes malucha. Zaczął znikać i on… Już wiem, że przy tej kolce i tempie biegu umrę. Pytanie kiedy, oby przed samą metą. Zbieg do Roztok. Chłopaków już nie widzę przed sobą. Lecę w dół na granicy wywrotki, długi zbieg. Nieco zbijam czwórki. 


Ale teraz będzie najlepsze, doping na Roztokach i kupa moich znajomych. Myślę sobie „wpadasz tam na jednej, wielkiej petardzie”! Wpadam. Szpaler między nimi jak na słynnej Zegamie. Ciaaaaary!!!! Dosłownie ciary z góry na dół! Krzyki, doping, dobrze, że gołych cycków nie było, bo bym chyba został… Głupi zaczynam podbiegać pod Okrąglik. Ale szybko hamuje i teraz długi marszobieg na szczyt. Słodki jeżu, jak ciężko. Ale widzę na podbiegu przede mną chłopaków. Miód malina. Wtrącam kolejny żel, popijam, bekam, popijam, bekam. Ale zwała… Po drodze mija mnie Marcin Rzeszótko supportujący Martynę Kantor. Krąży po okolicy jak elektron wokół jądra :) Końcówka Okrąglika, zdycham na maksa. Nie mam już mocy, wyczerpałem się totalnie. Z marszu zaczynam truchtać na wypłaszczeniu. Ziomek za mną widzi jaka męka, więc wyprzedza i zaczyna znikać. Ale wstyd i złość zarazem. Myślę sobie: 

„I Ty żeś się chciał z najlepszymi ścigać…” Eh…

Mój koniec jest bliski. Nie mam już żeli, jest tylko jakaś galaretka. Potykam się o korzeń, gleba, na prostej drodze. Utytłałem galaretkę, umazałem się ziemią. Jem, zgrzyta w zębach, biegnę. Widzę Mateusza z daleka. „Dareczek! Jak tam?” UMIERAM!!  Zbieg do Cisnej, nie mam z czego pocisnąć. Chyba nigdy nie byłem tak wyczerpany. Słyszę kroki za sobą. Kurka wodna! Koleś z 6 miejsca mija mnie i to ja jestem szósty. Przebiegam drogę Mirka, odwracam się i widzę „elektrona” Rzeszótkę i za nim Martynę, pierwszą kobietę. Spinam się ostatkiem sił, żeby nie wyprzedziła. Nie przegram z babą!  Mostek i kółko na orliku. Jest Tomek, Sadi i Arna ;) Meta, medal, piwo bezalkoholowe, szukam cienia, kładę się i padam. „Potrzebujesz pomocy?” pyta ktoś z obsługi. Nie! WODY!!!!!!! Leżę tak około 10 minut, na plecach, na boku, na kolanach, różnie. Ciągle piję wodę. Trzeba się uspokoić. Nie było odrodzenia na trasie. Wyłożyłem się na tym biegu.  15 minut później: „Przepraszam, czy mogę wymienić piwko na to z alkoholem?” Oczywiście. Potem wbiega Ania i wręczam jej medal, przytulam, ale radość :) 

Brakuje mi doświadczenia, brakuje taktyki, biegowego cwaniactwa, obycia gdzieś bardziej z przodu. Brakuje mi ścigania, takiego na maksa. Brakuje mi wiele, ale już nigdy nie będzie mi brakować serducha do walki! Cieszy to, że mogę już stanąć w pierwszej linii. 

Na drugi dzień wywołują mnie jako drugiego w kategorii wiekowej.

napisał
portrait

Dariusz Świerad

IT Project Manager z Kraków

Wiek: M30

Klub: ASICS FrontRunner Poland

Trener: Kacper Piech

MOJA DYSCYPLINA
ultra trail Półmaraton Maraton 10km biegi górskie ultramaraton
trail
MOJA DYSCYPLINA
ultra_trail half_marathon marathon 10k mountain_running ultra_marathon trail